Tak trudno jest wstawać skoro świt. Typom jak ja, „sowom”, które wieczorem przechodzącym w noc odżywają, nie myśląc o tym, że nastąpi bolesny poranek. A już w niedzielę – „budzikom śmierć”? W niedzielę skoro świt? Czasem jednak warto, trzeba, nie można inaczej. Czekałem na ten dzień. Na to spotkanie. Kolejna nadzieja, że…

Jedna, najważniejsza refleksja, wniosek po tym spotkaniu ludzi z przenikających się historii tworzenia demokracji w Polsce, osnowy wieku (historii) i wątku (tu, teraz), nazwisk zapisanych już na zawsze w podręcznikach historii i bezimiennych tkaczy nowego. Ta refleksja, oczywista na tyle, że trudna do dostrzeżenia – w myśl: pod latarnią najciemniej – tylko RAZEM, SOLIDARNIE, NIE ŚCIGAJĄC SIĘ NA ZASŁUGI osiągniemy to, o co walczymy. Przeciw czemu protestujemy. O czym marzymy. Wtulając się we własne ego, walcząc o ordery „to ja, to moja zasługa” pogrążymy się w chaosie, poddamy żołnierzom mrocznego scenariusza na autorytaryzm, przegramy. Razem z własnym ego.

Posłuchajcie głównie prezydenta Lecha Wałęsy. Wsłuchajcie się w absolutnie najważniejszy przekaz prof. Marcina Matczaka. Dokładnie, słowo po słowie. Żadna relacja tego nie odda.

Wnioski po konferencji? Licz na siebie. Mądrze gospodaruj emocjami. Nie oczekuj – kreuj. I nie czekaj na rozwiązania – twórz je. Z poszanowaniem idących w tę samą stronę. Choćby szli inną drogą.

Ważny dzień. Warto było skoro świt…

Wszystkim pasażerom wesołego autobusu: bardzo dziękuję za ten dzień.

_Mirek Michalski


Relacja VideoKodu:

Zdjęcia: Madosia / Mirek / Facebook