Prezydent Wałęsa w Aleksandrowie Łódzkim

Są takie spotkania, na które czeka się latami, bywa, że dziesiątki lat. Nawet gdy wiary brak, że do nich dojdzie. Dziś spełniły się takie nadzieje ponad siedmiuset osób. Przecież nikt nie przybył na spotkanie z Prezydentem Lechem Wałęsą przypadkiem.

Kiedy w sierpniu 1980 roku spędzałem wakacje w Gdańsku, ja, młody chłopak, beztroski, nieświadomy wielu rzeczy, zamarłem pewnego dnia na widok niekończącej się rzeki milicyjnych pojazdów przejeżdżających wzdłuż murów Stoczni. Jechały non stop. Ta manifestacja siły miała przerazić strajkujących stoczniowców, którzy musieli przecież pamiętać wydarzenia z lat siedemdziesiątych. Ja przerażony byłem. Oni – czego dowodzi historia – nie na tyle, by się poddać.

Wtedy pierwszy raz usłyszałem nazwisko Wałęsy. Było na ustach wszystkich, przekazywane dalej z podziwem, ale i nadzieją. I nadzieja ta urosła do takich rozmiarów, że owe karawany wozów bojowych Milicji nie wywoływały grozy. Coraz częściej słychać było salwy śmiechu.

Z takimi wspomnieniami i obrazami pod powiekami żyłem marząc, że być może spotkam kiedyś tego człowieka i serdecznie mu za tę nadzieję, która obaliła mury, rozsadziła komunizm, podziękuję. Dziś się ziściło, mnie i wielki tłum ludzi odwiedził Lech Wałęsa.

W kwietniu tego roku nasza Asia Olszewska pojechała do Gdańska z nadzieją, że namówi Prezydenta do przyjazdu na spotkanie do Aleksandrowa Łódzkiego. Zrobiła coś więcej, przekonała, że takie spotkania, częste i w wielu miejscach w Polsce będą tą iskrą, która rozpali wiarę, że… damy radę. Kilka miesięcy pozornej ciszy i plany zaczęły się ziszczać. Wielka w tym rola człowieka, który dziś skromnie siedział obok Prezydenta Lecha Wałęsy, Radomira Szumełdy. Niezwykły upór organizacyjny Piotra Kośli, dzięki któremu dziś mogliśmy spędzić wyjątkowy wieczór, praca dziesiątek anonimowych ludzi, z których każdy jak w szwajcarskim zegarku był tym niezbędnym trybem. Daliśmy radę? Panie Prezydencie, dziękujemy za motywację do tak owocnej pracy.

Jest też publiczność na spotkaniu. Setki ludzi dotarło na miejsce spotkania, które nie jest tak oczywiste czy perfekcyjnie skomunikowane, choć – przyznacie – wyjątkowo gościnne i godne naszego bohatera.

Lech Wałęsa okazał się być nie tylko pomnikową postacią. Przy takim dorobku, wpływie na losy Polski i świata (tak, świata, bo komunizm obalony w naszym kraju zachwiał się w innych krajach będących pod wpływem byłego Związku Radzieckiego, i z nim samym włącznie runął), łatwo stać się żyjącym pomnikiem. Tymczasem poznaliśmy ciepłego, dowcipnego, przyznającego się do własnych słabości człowieka. Przy tym bacznego obserwatora otaczającej nas rzeczywistości, gotowego raz jeszcze głośno powiedzieć „na psucie państwa zgody nie ma”. Jakże ważne były jego słowa, mówiące, że to od nas i tylko od nas zależy, jaka Polska będzie w przyszłości. Bo musi się nam chcieć, musimy budować takie struktury, które zepsute przez polityków państwo zbudują na nowo. Czy to nie są najważniejsze słowa dzisiejszego wieczoru?

Niech podsumowaniem będzie krótka rozmowa z córką Prezydenta, Wiktorią. Stwierdziła, że to i dla niej był niezwykły wieczór. Bywa na wszystkich spotkaniach, na które Lech Wałęsa obecnie jeździ. Powiedziała, że ten wieczór był wyjątkowy. „Nie wiem, jak wy to robicie, że atmosfera jest szczególna, czuje się skupienie i spokój, wzajemny szacunek i wyjątkową bliskość”. Oczywiście nie zacytowałem dokładnie, ale osoby, które to słyszały, mogą zaświadczyć, że taki był sens jej słów. Czy mógłbym lepiej podsumować wszystko, w czym dziś uczestniczyliśmy?

Marzenia się spełniają. Nad niektórymi trzeba tylko trochę popracować. Zatem do roboty.

p.s. podziękowania dla Burmistrza Aleksandrowa Łódzkiego i jego fantastycznych współpracowników. Równie gorące podziękowania dla Policji, której zawdzięczamy bezpieczny dojazd i przebieg spotkania. No i niskie ukłony dla Gospodarzy, za gościnne przyjęcie.

___MM

Tyle nagromadzonych wzruszeń, ile mi funduje KOD, nie miałem przez całe swoje życie. Piąta symfonia Beethovena, czy Requiem Mozarta to, przy ofercie KOD-u, mały pikuś. Nasyceniem to jedynie przyjście na świat syna może jakoś konkurować. Tak też było dzisiaj. Spotkanie z prezydentem Lechem Wałęsą w Aleksandrowie to było dla mnie wielkie wzruszenie i niezapomniane przeżycie. Zostały mi w głowie dwie refleksje:
—Pierwsza to przyzwoitość naszego Bohatera. On ocenia ludzi i sprawy przez pryzmat własnego kodeksu, własnej biografii, odwagi i prawości. I to jest niezwykłe, bo mam przekonanie, że niewielu jest na świecie ludzi, którzy przy tym jadzie i ciśnieniu zachowaliby busolę. Miałem nawet naszemu bohaterowi zadać pytanie, czy gdyby miał możliwość cofnąć czas, zrobiłby jeszcze raz to samo, ale się pohamowałem. Bo nie chciałem naszego gościa krępować i trochę bałem się odpowiedzi.
—Druga refleksja to przekonanie, że KOD urósł do rangi nadziei i stał się w pełni opierzonym egzemplarzem. Stopień profesjonalizmu, którym wykazali się organizatorzy wydarzenia, napawa dumą. Aleksandrów, Zgierz i wszyscy zaangażowani – chapeau bas!
To budzi respekt i nadzieję. Ta nadzieja jest coraz powszechniejsza i deklarują ją coraz częściej osoby bardzo znamienite, z dorobkiem, wiedzą i doświadczeniem. Coraz częściej słyszę ją z ust osób ważnych, wpływowych, znanych, medialnych… Ale kiedy Lech Wałęsa mówi, że cała nadzieja w KOD-zie, to klucha w gardle i skrzydła zamiast rąk. Wygramy, nie mamy wyjścia!
Bo jak nie my, to kto ?

___Janusz Nagiecki


W MEDIACH:
Gazeta Wyborcza: „Lech Wałęsa: Kaczyński postawił na zakompleksionych ludzi”

Dziennik Łódzki: „A ja mam problem z bliźniakami”

Gazeta Trybunalska: „KOD Lecha Wałęsy


Zapisz

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacji

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Zamknij