Polska po udarze

Paraliż! Wszyscy ci, którzy powinni mówić z racji ponadprzeciętnej erudycji i zdolności przekonywania, popadli w hipnozę. Nie widzą lub nie potrafią zatrzymać postępującego bezwładu. Inni, na fali ludowego wkurwu lub patriotycznego uniesienia, weszli na wysokie obroty, serca biją jednym rytmem – to ich czasy. Jedni są może bardziej świadomi od drugich, ale na stan psychiczny jednych i drugich ma wpływ ten sam człowiek.

 

szczerbaniak

Wojenna retoryka Kaczyńskiego wzmaga zaplanowaną psychozę. Cel jest oczywisty – podczas walki akceptowalne są środki specjalne, stan wyjątkowy wprowadza się przecież zawsze dla dobra obywateli. Społeczeństwo zaangażowane w konflikt dostosowuje się do wymagań państwowego aparatu bezpieczeństwa i inwigilacji. My mamy już nienazwany z imienia stan wyjątkowy, psychologiczną wojnę pozycyjną.

„Wojna jest pokojem” –  Orwell miał rację
Z kim ta wojna? Z każdym, kto wyda się na tyle silny, aby stanowić zagrożenie dla politycznych ambicji Kaczyńskiego i jego partii. Uderzenia następują z wyprzedzeniem i omijają słabszych krytyków. Zawsze trafiają najsilniejszego – maszerujący tłumnie KOD, rosnącą Nowoczesną, orzekający zbyt uczciwie Trybunał Konstytucyjny. Za moment na celowniku będzie stacja telewizyjna, sędziowie KRS, poszczególni samorządowcy. Po co te ataki? Mają wytworzyć wojenną psychozę, poczucie zagrożenia i eskalować napięcie w zwykle niezaangażowanych grupach społecznych. Strach przed obcymi, wojna z „niemieckimi mediami”, „zdrajcy narodu”, „odbiorą wam 500+”, „puczyści i warchoły” – to retoryka, która sprawdzała się nie raz w PRL, sprawdza się i dziś. Trafia w najbardziej wrażliwe obszary psychiki – troskę o dom, rodzinę, podstawy materialnej egzystencji. Jest narzędziem manipulowania tłumem od wieków. Wojenna psychoza usprawiedliwia inwigilację, usprawiedliwia wycięcie z Trybunału Konstytucyjnego sędziów, którzy mieli własne zdanie, usprawiedliwia zawieszenie podstawowych praw obywatelskich i Konstytucji. Jest już przyzwolenie, aby zajrzeć każdemu do skrzynki mailowej, wolno ograniczyć handel ziemią, zabronić relacjonowania wydarzeń w Sejmie, odebrać dostęp do mediów niewygodnym politykom, wolno uznać za obrońcę narodu łysego wyrostka z opaską na rękawie, który jeszcze nie tak dawno, nazywany był wprost – neofaszystą. Cel uświęca środki, a celem jest stworzenie nowego państwa na gruzach starego.

 

 

„Wolność to niewola”
Powstaje państwo neofeudalne – bazujące na systemie lennej podległości. Suweren (fr. souverain, najwyższy, suwerenny), jak nazwano przewrotnie elektorat, w rzeczywistości stoi najniżej w hierarchii, na której szczycie znajduje się autentyczny jednowładca – Wielki Brat, podejmujący decyzje samodzielnie, poza dyskusją i rozliczający wasali z wykonywania jego poleceń. Społeczeństwo nie ma nic do powiedzenia, jakikolwiek protest jest natychmiast deprecjonowany, jego autorzy poniżani i spychani poza margines. Jakakolwiek krytyka jest przez podległe media przedstawiana jako zdrada interesu narodowego i piętnowana – nauczyciele, kobiety, ekolodzy, trzeźwi ekonomiści nie są traktowani jak partnerzy. Struktura ta i mechanizmy władzy doskonale wpisują się w model stworzony przez George’a Orwella w „Roku 1984”, gdzie funkcjonuje partia wewnętrzna, stanowiąca od 2 do 4% populacji i partia zewnętrzna (13%), składająca się ze służb, propagandystów, tysięcy aparatczyków, uzależnionych poprzez wprowadzenie ich tylnymi drzwiami do spółek i instytucji, pozbawionych kompetencji zawodowych, ale tym bardziej pilnujących interesu partyjnego. Ich entuzjastyczne oddanie sprawie jest dla nich jedyną gwarancją przetrwania w kręgu uprzywilejowanych. Reszta społeczeństwa to „ciemna masa”, poddawana codziennemu praniu mózgów przez media. „Środki masowego przeczyszczenia”, dbają, aby władca i dwór – partia wewnętrzna, przedstawiani byli w samych superlatywach, jako zbawcy narodu, miłujący wolność i demokrację. Najniższa warstwa „proli” żyje w poczuciu względnej wolności i bezpieczeństwa – mogą wyznawać religię, uprawiać hazard, dyskutować na FB i w realu, wyciąć drzewo pod domem, odstrzelić sarnę lub żubra, jeśli rozwija to ich hobby. Co chwilę media utwierdzają ich w przekonaniu, że opiekuńcza partia przygotowuje dla nich kolejny program „plus”, który zaspokoi ich podstawowe pragnienia, aby nie odczuwali pokus emancypacji z tłumu i buntu.

 

„Ignorancja to siła”
Partia zewnętrzna wytwarza własne reguły komunikacji i własny język, pozwalający skutecznie unikać odpowiedzialności za słowa. Cały świat pojęciowy jest przecież odwrócony, wojna jest pokojem, wolność – niewolą, ignorancja – siłą. Sztuka wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz pozwala przetrwać i wypowiadać się do mediów bez poczucia winy, że fałszuje się fakty. Można mówić o „człowieku wolności”, odbierając jednocześnie wolność przepływu informacji i wyrażania opinii, leżące u podstaw Karty praw podstawowych.  Członkowie partii zewnętrznej żyją w ciągłej obawie przed ewaporacją – wymazaniem. Sprzeniewierzenie się ideałom partyjnym, popełnienie tzw „myślozbrodni”, kończy się zniknięciem. Każdy, kto o tym zapomniał, jest usuwany ze strumienia historii. Od nowa piszemy życiorysy najważniejszych towarzyszy partyjnych, wycieramy ich udział w wydarzeniach wstydliwych lub zbrodniczych, a przypisujemy im to, co podnosi ich wartość w oczach narodu. Któż tam za dwie kadencje wypomni prokuratorskie grzechy stanu wojennego, czy służbę nie po tej stronie barykady w Gdyni w 1970. Kto będzie wiedział, że wyklęty mordował Żydów i zakładał MO na Podhalu. Służy do tego cała machina, armia pseudo historyków, plany nowych publikacji, reformy edukacji, wyhodowanie neokultury i niezdegenerowanej sztuki.

 

„O wiele istotniejszą przyczyną manipulowania przeszłością jest ochrona nieomylności Partii. Należy ustawicznie aktualizować przemówienia, statystykę i wszelkie zapisy, aby służyły za dowód, iż sprawdzają się wszystkie partyjne prognozy. Nie wolno się także przyznać do jakiejkolwiek zmiany dotyczącej politycznych sojuszy lub spraw doktrynalnych. Każda bowiem zmiana czy to poglądów, czy choćby polityki uchodzi za przejaw słabości. (…) Jeżeli z faktów wynika co innego, fakty należy zmienić.”
Jeśli PKB nam spada, informujemy, że jednak rośnie, bo PKB rządów poprzedników było niegodziwie zawyżane. A pragmatyczni medialni specjaliści od dwójmyślenia chwytają ten przekaz dnia w lot i niosą pod strzechy.

 

Partia wewnętrzna ma pozostawać na Olimpie, niedostępna dla śmiertelników, za kotarą, poza zasięgiem kamer, nawet tych przemysłowych.

 

Najbardziej jednak tajemniczą postacią jest sam Wielki Brat. Po śmierci kota, nawet ten ludzki – choć należałoby powiedzieć „animalny” – atrybut prywatności został skrupulatnie wytarty z przestrzeni publicznej. Samotny, nieomylny, oszczędny w gestach – palec na usta i mikrofon przed nosem nielubianej posłanki na mównicy wyłączony. Już samo to, że nielubiana przez Wielkiego Brata posłanka może mówić, powinno być uznane za przejaw łaski i demokracji. W końcu u Orwella nie ma żadnej opozycji.

I u nas też nie będzie, jeśli zlekceważymy te sygnały i zaczniemy się w tej Polsce po udarze, paraliżowanej nerw po nerwie, urządzać.

___Robert Szczerbaniak

Zapisz

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacji

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Zamknij