Na balkonie w 6. Dzielnicy

Stoję sam na balkonie w 6. Dzielnicy. Jest 13 grudnia, godzina 19:12. Chwyta mróz. Właśnie skończyła się demonstracja łódzkiego KOD-u i podliczane są efekty przeprowadzonej kwesty.

Uczestniczyłem w kwestach na wszystkich łódzkich manifestacjach KOD, ale z taką ofiarnością nigdy przedtem się nie spotkałem. Ludzie przepychali się przez zwarty tłum, aby dostać się do mojej puszki. A nie był to tylko wdowi grosz. – A ile za ten znaczek? Nic, to prezent dla Pani. Po chwili Pani mnie dogania – Ale ta puszka to jest KOD-u? Wrzuca zmarzniętą dłonią banknot 50 zł. Małżeństwo: on wrzuca do puszki banknot, ona pochyla się do mnie i konfidencjonalnym tonem mówi – to nie wszystko, bo w zeszłym tygodniu przekazaliśmy na wasze konto pewną sumę. Młoda dziewczyna milcząc wrzuca do puszki monety (starsi zawsze przy tym coś mówią), odchodzi, nagle odwraca się do mnie i unosi dłoń w geście victorii. Z różnych powodów nie do wszystkich mogę dotrzeć. Podchodzi Pani, wrzuca kilka monet i kilka banknotów – nie mógł pan się do nas dostać, więc koleżanki wysłały mnie, żebym spróbowała pana złapać. Pod koniec moja puszka była całkowicie zapełniona. Mimo to darczyńcy dalej wciskali w nią banknoty upychając je monetami. A wkoło wciąż tłoczyli się następni.

Chodząc przez ostatnią godzinę z puszką, rozdając patriotyczne wstążeczki i znaczki KOD-u, miałem bezpośredni kontakt z kilkuset uczestnikami demonstracji. Mogłem posłuchać, o czym mówią, porozmawiać. Wszyscy z dumą przypinali patriotyczne wstążeczki i cieszyli się z kolekcjonerskich znaczków. Gdy zabrakło znaczków, zdjąłem swój własny i oddałem Panu, który już któryś raz z rzędu uczestniczy w manifestacji KOD i nigdy nie otrzymał żadnego. Dziękując, uścisnął mi dłoń, ale widziałem, że chciał mnie objąć. Pewna Pani poprosiła o drugą wstążkę dla męża, który leży w szpitalu, bo chciała mu tym zrobić wielką przyjemność. Wtedy zrozumiałem, jak wielka jest ta mała, biało-czerwona, złożona wstążka ze szpilką. Ktoś pociągnął mnie z tyłu za łokieć. Odwracam się i widzę uśmiechniętą, drobną Panią w średnim wieku – „Bardzo wam dziękuję, to, co robicie, jest dla nas bardzo ważne”.

Nie znam jeszcze wyniku kwesty, nie ma to dla mnie większego znaczenia, wobec emocji, które mną wstrząsnęły. Zimno, a ja wciąż rozgrzany emocjami stoję bez czapki w rozpiętej kurtce na otwartym balkonie i patrzę niewidzącymi oczyma w czarne niebo. W myślach powtarzam, jak mantrę, słowa mojego wielkiego przewodnika – „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.

___Piotr Kłoda

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacji

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Zamknij