.

Zgierz, miasto tkaczy, już po raz drugi stało się celem naszej akcji.

            Dzisiejszy dzień nie był dla nas szczególnie przyjazny, bo mróz sięgał minus piętnastu stopni a czekało nas parę godzin na zewnątrz.

            Niestety, tak jak przewidywaliśmy, życie na targowisku zamarło. Kto byłby na tyle szalony, żeby kupować zamarznięte warzywa czy owoce? Dlatego udaliśmy się pod biuro poselskie PiS, tam od czasu do czasu ktoś przechodził przyglądając się nam z ciekawością a i ruch samochodowy był dość spory. Pojawiło się również auto Straży Miejskiej, które przystanęło w niedalekiej odległości, ale strażnikom nie chciało się wysiadać, więc przyglądali się nam przez szyby.

Oczywiście sprawdziliśmy, czy w biurze nie ma posła, senatora lub chociaż sekretarki, ale niestety wszystko było pozamykane na głucho.

            Przeszliśmy zatem na druga stronę ulicy, bo na placu nie wiadomo kiedy i jak wyrosły przepiękne, kolorowe domki. Jakież było nasz zdziwienie, gdy w pierwszej chatce, do której weszliśmy, natknęliśmy się na krasnoludy!! Kolorowe, z długimi nogami, wielkimi nosami i pięknymi gęstymi brodami, i wcale nie takie znowu małe, jak sobie to zazwyczaj wyobrażamy.

Co więcej, zagadały do nas ludzkim głosem!!

 Oczywiście, skwapliwie skorzystaliśmy z okazji i zapytaliśmy, czy to przypadkiem nie one wieszają te osławione transparenty, które tak nam dodają otuchy. Najstarszy krasnolud z dumą odparł, że któż by inny jak nie one. Natychmiast przekazaliśmy im wyrazy uznania i szacunku oraz poprosiliśmy, aby nie ustawały w swoich działaniach. Pogawędziliśmy jeszcze o trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, poczytaliśmy wspólnie konstytucję, pośpiewaliśmy (i to przy akompaniamencie instrumentów, bo w jednym z domków stało między innymi pianino), potem zrobiliśmy sobie całą serię zdjęć i rozstaliśmy się w wielkiej przyjaźni!

 Gdy wychodziliśmy z terenu baśniowego miasteczka, krasnoludy znowu zastygły i udawały, że nie potrafią ani chodzić, ani mówić…

            My tymczasem udaliśmy się do Ozorkowa, gdzie rozdaliśmy sporo ulotek i gazetek,  odwiedziliśmy pakistańską restaurację Merkez Kebab House, w której zjedliśmy znakomity kebab a  następnie wzięliśmy udział w pikiecie przeciwko przemocy, która połączyła ludzi różnych opcji politycznych dla wspólnego celu jakim jest poszanowanie praw każdego człowieka. Bo przecież najpierw jesteśmy ludźmi a potem narodami, jak słusznie zauważył nasz kolega budzikowiec, Maciej, który jako przedstawiciel środowisk antyfaszystowskich miał swoje pięć minut przed mikrofonem!

___EK